Oficjalnie przyznaję - jesteśmy już w Polsce ;)
Właściwie jesteśmy w Krakowie od 15 grudnia.
Decyzja o wcześniejszym powrocie była trochę spontaniczna. Pomysł narodził się końcem listopada. Postanowiliśmy jako bonus zrobić z niego niespodziankę :D
W nasz plan wtajemniczyliśmy jedną osobę z Krakowa - Rafała, który zgodził się odebrać nas z lotniska.
Sam powrót był technicznie trudny ponieważ jedyną sensowną datą na jaką mogliśmy przebookować bilety był 15 grudnia. Dzień ostatniego egzaminu.
Dogadaliśmy się jeszcze z agencją żeby oddać mieszkanie, zarezerwowaliśmy autobus na lotnisko i zmieniliśmy bilety. :D
W weekend posprzątaliśmy mieszkanie i spakowaliśmy się. Potem uczyliśmy się do egzaminów.
W poniedziałek grzecznie poszliśmy na Object Oriented. Nadaliśmy tego dnia też paczkę… baliśmy się, że przez egzamin miniemy się z kurierem (co normalnie nie było by tragedią ale w okolicznościach wyjazdu na następny dzień było stresujące) i nawet mieliśmy kolegę poproszonego na zastępstwo. Na szczęście kurier zdążył, 5 minut przed tym jak Łukasz wychodził na egzamin :]
Wtorek był naprawdę wyczerpujący :]
Wstaliśmy o 5, dopakowaliśmy wszystko, przygotowaliśmy rzeczy, posprzątaliśmy finalnie mieszkanie i na 9:15 powędrowaliśmy na egzamin. Egzamin trwał niby do 11:15 ale nam się udało skończyć go wcześniej (głównie z powodu dzikich pytań np. o wyłudzenia w internetowej sprzedaży łóżek w Londynie :D ). Czas był ważny bo o 11:30 oddawaliśmy mieszkanie.
Oddawanie obyło się bez problemów. Cały czas baliśmy się, że koleś siądzie na połamanym łóżku ;) Ale się nie wydało. (@Łóżko - jego konstrukcja [drewniana rama z dwoma deskami wzdłuż + dykta] zasługuje na jakąś nagrodę i jest równie debilna jak konstrukcja okien ;) )
Po pożegnaniu się z mieszkankiem (wiem, że było zimne, brzydkie i z grzybem ale troszkę za nim tęsknię) wpakowaliśmy się z naszym bagażem do autobusu. Jeszcze w autobusie ściemniałam mamę, że nie wiem co nam się uda kupić na lotnisku bo przecież mamy lot nad ranem (oficjalnie w Sylwestra mieliśmy mieć samolot o 6:30 rano chyba).Spacerkiem przez centrum dotaszczyliśmy się na dworzec autobusowy.
Na dworcu poznaliśmy Alicję. Dziewczynę polskiego pochodzenia, która urodziła się w Oklahomie, teraz studiuje w Dundee ale planuje jeszcze studia w Toronto :]
O 13:00 wpakowaliśmy się do busa. O 14:55, po krajoznawczej podróży z jedną niespodziankową przesiadką, byliśmy na lotnisku. Nasz samolot odlatywał o 16:45.
Na lotnisku przebiegło bezboleśnie. Wszystko oprócz 7kg nadbagażu :/ trudno.
Lot nie obył się bez niespodzianek. Tym razem miły dżentelmen oświadczył się wybrance swego serca. Tanie linie - szampana nie dostali.
o 20:30 czasu polskiego wylądowaliśmy. Ten pan pilot był o tyle miły, że łagodnie podszedł do tematu i nie przywalił samolotem tak jak ostatnio.
Rafał zapakował nas do autka (którego nie mogliśmy znaleźć) i pojechaliśmy do domu!
Dzwonię do domu. Odbiera mama[M] : M: “Halo?”, Ja: “Hej, mamo to ja, otwórz.”, M: “Ale ktoooo?”. No ale otworzyła. :D Pomijając szczegóły - niespodzianka się udała. :)
I tak prawie zakończyliśmy nasz wyjazd.
Dzisiaj opublikowano wyniki. Sesję zdaliśmy. Tradycyjnie Łukasz lepiej ;)
Dostaliśmy też zwrot kosztów. Bardzo fajnie bo będzie na podatki. Okazało się, że jak nasz rent jest do 8 marca ale już nie jesteśmy studentami wedle prawa w UK musimy zapłacić tax od mieszkania. Niefajnie ale i tak dostajemy zniżkę z okazji, że nie ma nas w UK.
Jeszcze muszę zanieść papiery, że byliśmy tam. Transcript sam ma przyjść. Nie wiem jak przełożą oceny na polskie. Postaram się dowiedzieć.
Podsumowując troszkę nas wyjazd: finansowo jesteśmy na tym stratni. Ale nie żałujemy bo było bardzo fajnie i szkoda by było, gdybyśmy nie pojechali.
I teraz z perspektywy tych kilku tygodni muszę się przyznać, że trochę tęsknię za Dundee. Za tamtym mieszkaniem. Za uczelnią. Za ludźmi. Szczerze mówiąc nie myślałam, że będę.
Jesteśmy już jakiś czas w Polsce więc przyzwyczailiśmy się do tego, że ludzie mówią zrozumiale, samochody jeżdżą po dobrej stronie, pkp śmierdzi a uczelnia jest jaka była. :)
Obecnie cieszymy się z ferii. Denerwując wszystkich, którzy mają okres zaliczeń i sesję :P
Swoją drogą, gdybyśmy poczekali do Sylwestra z powrotem, to mogłoby być różnie biorąc pod uwagę zimę w UK, niekursujące autobusy i nielatające samoloty ;) I zjadło by nas ogrzewanie :D
A dlaczego dopiero teraz napisałam tą notkę? Powodów jest kilka. Głównie dlatego, że mi się nie chciało. A poza tym było mi wygodnie, że nie wszyscy wiedzieli i nikt ode mnie nic nie chciał.
No i to chyba tyle. To pewnie nie jest ostatnia notka bo sprawa Erasmusa nie jest jeszcze zamknięta. Ale pewnie jedna z ostatnich. :)