Dziamkowy Pamiętniczek :)
We’re back :]

Oficjalnie przyznaję - jesteśmy już w Polsce ;)

Właściwie jesteśmy w Krakowie od 15  grudnia.

Decyzja o wcześniejszym powrocie była trochę spontaniczna. Pomysł narodził się końcem listopada. Postanowiliśmy jako bonus zrobić z niego niespodziankę :D

W nasz plan wtajemniczyliśmy jedną osobę z Krakowa - Rafała, który zgodził się odebrać nas z lotniska.

Sam powrót był technicznie trudny ponieważ jedyną sensowną datą na jaką mogliśmy przebookować bilety był 15 grudnia. Dzień ostatniego egzaminu.

Dogadaliśmy się jeszcze z agencją żeby oddać mieszkanie, zarezerwowaliśmy autobus na lotnisko i zmieniliśmy bilety. :D

W weekend posprzątaliśmy mieszkanie i spakowaliśmy się. Potem uczyliśmy się do egzaminów.

W poniedziałek grzecznie poszliśmy na Object Oriented. Nadaliśmy tego dnia też paczkę… baliśmy się, że przez egzamin miniemy się z kurierem (co normalnie nie było by tragedią ale w okolicznościach wyjazdu na następny dzień było stresujące) i nawet mieliśmy kolegę poproszonego na zastępstwo. Na szczęście kurier zdążył, 5 minut przed tym jak Łukasz wychodził na egzamin :]

Wtorek był naprawdę wyczerpujący :]

Wstaliśmy o 5, dopakowaliśmy wszystko, przygotowaliśmy rzeczy, posprzątaliśmy finalnie mieszkanie i na 9:15 powędrowaliśmy na egzamin. Egzamin trwał niby do 11:15 ale nam się udało skończyć go wcześniej (głównie z powodu dzikich pytań np. o wyłudzenia w internetowej sprzedaży łóżek w Londynie :D ). Czas był ważny bo o 11:30 oddawaliśmy mieszkanie.

Oddawanie obyło się bez problemów. Cały czas baliśmy się, że koleś siądzie na połamanym łóżku ;) Ale się nie wydało. (@Łóżko - jego konstrukcja [drewniana rama z dwoma deskami wzdłuż + dykta] zasługuje na jakąś nagrodę i jest równie debilna jak konstrukcja okien ;) )

Po pożegnaniu się z mieszkankiem (wiem, że było zimne, brzydkie i z grzybem ale troszkę za nim tęsknię) wpakowaliśmy się z naszym bagażem do autobusu. Jeszcze w autobusie ściemniałam mamę, że nie wiem co nam się uda kupić na lotnisku bo przecież mamy lot nad ranem (oficjalnie w Sylwestra mieliśmy mieć samolot o 6:30 rano chyba).Spacerkiem przez centrum dotaszczyliśmy się na dworzec autobusowy.

Na dworcu poznaliśmy Alicję. Dziewczynę polskiego pochodzenia, która urodziła się w Oklahomie, teraz studiuje w Dundee ale planuje jeszcze studia w Toronto :]

O 13:00 wpakowaliśmy się do busa. O 14:55, po krajoznawczej podróży z jedną niespodziankową przesiadką, byliśmy na lotnisku. Nasz samolot odlatywał o 16:45.

Na lotnisku przebiegło bezboleśnie. Wszystko oprócz 7kg nadbagażu :/ trudno.

Lot nie obył się bez niespodzianek. Tym razem miły dżentelmen oświadczył się wybrance swego serca. Tanie linie - szampana nie dostali.

o 20:30 czasu polskiego wylądowaliśmy. Ten pan pilot był o tyle miły, że łagodnie podszedł do tematu i nie przywalił samolotem tak jak ostatnio.

Rafał zapakował nas do autka (którego nie mogliśmy znaleźć) i pojechaliśmy do domu!

Dzwonię do domu. Odbiera mama[M] : M: “Halo?”, Ja: “Hej, mamo to ja, otwórz.”, M: “Ale ktoooo?”. No ale otworzyła. :D Pomijając szczegóły - niespodzianka się udała. :)

I tak prawie zakończyliśmy nasz wyjazd.

Dzisiaj opublikowano wyniki. Sesję zdaliśmy. Tradycyjnie Łukasz lepiej ;)

Dostaliśmy też zwrot kosztów. Bardzo fajnie bo będzie na podatki. Okazało się, że jak nasz rent jest do 8 marca ale już nie jesteśmy studentami wedle prawa w UK musimy zapłacić tax od mieszkania. Niefajnie ale i tak dostajemy zniżkę z okazji, że nie ma nas w UK.

Jeszcze muszę zanieść papiery, że byliśmy tam. Transcript sam ma przyjść. Nie wiem jak przełożą oceny na polskie. Postaram się dowiedzieć.

Podsumowując troszkę nas wyjazd: finansowo jesteśmy na tym stratni. Ale nie żałujemy bo było bardzo fajnie i szkoda by było, gdybyśmy nie pojechali.

I teraz z perspektywy tych kilku tygodni muszę się przyznać, że trochę tęsknię za Dundee. Za tamtym mieszkaniem. Za uczelnią. Za ludźmi. Szczerze mówiąc nie myślałam, że będę.

Jesteśmy już jakiś czas w Polsce więc przyzwyczailiśmy się do tego, że ludzie mówią zrozumiale, samochody jeżdżą po dobrej stronie, pkp śmierdzi a uczelnia jest jaka była. :)

Obecnie cieszymy się z ferii. Denerwując wszystkich, którzy mają okres zaliczeń i sesję :P

Swoją drogą, gdybyśmy poczekali do Sylwestra z powrotem, to mogłoby być różnie biorąc pod uwagę zimę w UK, niekursujące autobusy i nielatające samoloty ;) I zjadło by nas ogrzewanie :D

A dlaczego dopiero teraz napisałam tą notkę? Powodów jest kilka. Głównie dlatego, że mi się nie chciało. A poza tym było mi wygodnie, że nie wszyscy wiedzieli i nikt ode mnie nic nie chciał.

No i to chyba tyle. To pewnie nie jest ostatnia notka bo sprawa Erasmusa nie jest jeszcze zamknięta. Ale pewnie jedna z ostatnich. :)

Toys’r’Us ! :)

W końcu Marcik zabrał nas do toysów :) Było fajnie, gdybym była bogata wykupiłabym wszystkie klocki lego i puzzle :D i Hello Kitty ;)

Poniższe fotki upamiętniają grę Marty i Łukasza w Lego Batmana :) I są specjalnie dedykowane dla Cioci Madzi, która poskarżyła się Mamikowi, że na blogu nie ma Łukasza :) Już jest. Chwalę się także moją nową bluzą ;)

Z ciekawszych rzeczy: jesteśmy już na półmetku sesji :)

Wczoraj napisaliśmy egzamin z Agile’a. Nie było źle.

Egzamin był pisany na komputerach. Co prawda system egzaminacyjny był kiepskawy natomiast sam fakt udzielania odpowiedzi za pomocą klawiatury był ciekawy i nawet wygodny.

Oczywiście Marta sobie niechcący wyłączyła egzamin, Łukasz prawie też. Ja o dziwo niczego nie zepsułam i ciągle nie mogę wyjść z szoku. :P

Kolejny egzamin już w poniedziałek.

Wczorajszy wieczór spędziliśmy w towarzystwie Marty próbując Whisky. Nie smakuje mi. Wiedziałam to już od dawna ale chciałam spróbować się przekonać pijąc szkocką w Szkocji (wiem, że Młody i Przybyś będą próbowali mnie jeszcze przekonać ale nie, nie lubię…).

Dzień dzisiejszy obył się przygód. Obudził nas dzwonek. Okazało się, że to pan listonosz (nie wiem po co dzwonił jak ma do 12 guzik “service” na domofonie a poza tym drzwi i tak są zepsute - podejrzewamy sąsiada od wynoszenia i wnoszenia swojego kontenerka na śmieci gdyż jego działalność nasiliła się ostatnio i rozszerzyła o dodatkowe pojemniki). Miałam nadzieję, że to pan kurier z Tesco Direct z moją zabawką… no ale on ma jeszcze 1,5 godziny :).

Spakowaliśmy paczkę do domu. Jutro pewnie wyślemy.

Podczas wyprawy do spożywczaka (tego “u góry”) zaczepił mnie jakiś młody fan Dżisusa. Stał na przystanku 22jki więc myślałam, że mnie o czas zapyta czy coś. Ale on był bardziej zainteresowany czy ma dla mnie znaczenie to, że Jezus Chrystus zbudował swój kościół na skale piotrowej. I mimo, że najwidoczniej go rozczarowałam, to grzecznie podziękował. Miły facet.

Fakt wielkiego napływu ludzi z Indii i okolic sprawił, że w Szkocji prędzej kupisz ciapaskie jedzenie niż europejskie. Pomijam fast foody gdzie nawet pizza jest jedzeniem orientalno-ciapaskim (i wywołuje takie same efekty co za dużo curry). Chciałam dzisiaj kupić zwykły sos. Słodko-kwaśny na przykład. Kupiłam. Ale 10 minut zajęło mi wygrzebanie go z końca półki bo był schowany za sosami, z których każdy miał curry w składzie. Lubię curry ale nie codziennie.

Powinniśmy się dzisiaj uczyć ale nam się nie chce. Jutro trzeba będzie siąść.

Wczoraj byłam jeszcze bo jeden dokument w Erasmusie tutejszym. Ja nie rozumiem dlaczego tutaj się da wszystko załatwić, pójdą człowiekowi na rękę a jak się zapyta to jeszcze znają odpowiedź. A u nas nie. No i biuro jest otwarte do 17.

I to chyba tyle.

Same nowosci.

Co tam u nas nowego?

Ostatni tydzien do czwartku wlacznie minal nam na pisaniu projektu z Secure oraz badziewi z nim zwiazanych. Oczywiscie za kazdym razem jak mi sie wydawalo, ze juz skonczylam to wywalala sie mniej lub bardziej wazna rzecz. ;)

Od piatku z kolei meczylismy sieci. Przebrnelismy przez mase teorii aczkolwiek nie obylo sie bez wiekszych lub mniejszych atakow lenistwa, zlosci, bezsilnosci i ogolnego ‘w-dupie-to-mania’.

Wczoraj przerabiajac probne egzaminy zauwazylismy prawidlowosc. Polegala ona na tym, ze zadania z 2006 powtarzaly sie w 2008. Od wczorajszego wieczoru zylam w nadziei, ze pytania z 2007 powtorza sie teraz albowiem byl to moj ulubiony set :)

I gdybym wierzyla w bostwa prawdopodobnie dzisiaj stiwerdzilabym, ze ‘buk mnie kocha’. Na szczescie jestem zwolniona ;)

Tak czy inaczej skoro juz doszlam do tamtu egzaminu (naszego pierwszego, oh, ah) to warto go opisac:

Egzamin odbywa sie na wielkiej sali gimnastycznej. Jest ona podzielona na cztery sekcje A, B, C i D. Nie wiem dokladnie ile jest miejsc ale podejrzewam, ze kolo 400 (bo Objecty piszemy na stanowiskach D310-D373). Swoja droga jest to ta sama sala gimnastyczna (w ISE), o ktorej wspominalam juz kiedys przy okazji wufeu dla paralitykow.

Dostaje sie Exam Paper i Answer Booklet. Ten Answer Booklet to w sumie kilkukartkowy zeszycik w linie, opatrzony zolta okladka z polami do wypelnienia. Bardzo sympatycznie sie na tym pisze, zdecydowanie lepiej, niz na jakichs luznych kartkach.

Egzamin trwa dwie godziny zegarowe. Nalezy udzielic odpowiedzi na 4 z 6 pytan. Pytania sa bardzo rozbudowane.

Fakt wyboru pytan byl zbawienny. Bo mozna odrzucic to czego sie nie umie - ja odrzucilam pierwsze pytanie czyli LAN (bo nie mialam serca sie tego uczyc ;) ) i to, co ja nazywam czescia *humanistyczna* (tudziez ostatnia deska ratunku dla pacjenta uniwersytetu, ktorzy na normalnej porzadnej uczelni techniczej by zgnieli pierwszego dnia ;) - jest tu kilku takich np. przyjaciele z kraju nad Gangesem).

Czesc humanistyczna polega na tym, ze jest jakies zagadnienie ale przedstawione w formie historyjki. Odpowiedz na nie jest laniem wody (ktore dobrze sie sprawdza na egzaminach z eLDzejem (KMWTW again) ale przy przedmiocie takim jak sieci boli (no chyba, ze jest to zdawanie sieci takie samo jak w przypadku delikwentow z dnia otwartego, do ktorych tez sie zaliczam ;) )).

Przykladowa historyjka:

(c) A number of people with disabilities live in a residential facility for people with specialneeds. Each resident has a portable computer attached to their wheelchair which theyuse for inter-personal communication. The residents can therefore contact each other atany time. They can move around freely within the facility and its outdoor gardens.

(i)[bla bla, w miare sensowne pytanie na temat]

(ii) Discuss ethical and social issues concerning this type of user group in the contextof access to computer networks. [6 Marks]

Nie czuje sie na silach, ani dzisiaj ani … nigdy, aby podczas egzaminu rozkminiac aspekty etyczne czy jakiekolwiek inne wzgledem niepelnosprawnych ludzi uzywajacych wifi. Sory. nie-e.

I mój faworyt z serii ‘zgadnij co bralem zanim wymyslalem pytania’:

(c) A retired soldier, who has recollections of seeing an Enigma machine in the mid-1940s,consults you about the possibility of using Enigma encryption in security software toprotect the e-mail messages which members of the local older people’s social groupwant to send to each other.

(i) Discuss social and ethical issues surrounding encryption of e-mail messages;
[4 Marks]
(ii)[… cokolwiek]

Sam pomysl na pytanie jest fascynujacy. I oczywiscie znowu te issues…

Tak czy inaczej, na zakonczene tematu egzaminowego: mialam szczescie, bylo bardzo porobne do 2007 takze moge spac spokojnie bo na pewno zdane :)

Siedzimy teraz w labach, czekajac na odpowiedz dotyczaca projektu z Secure, ktory badz co badz byl na dzisiaj. Wyslane zostalo wszystko ale prowadzacy musi sie pobawic aplikacja dzialajaca na kompie w labach. A zostawic ja i sie wylogowac niby mozna ale wole nie ryzykowac ze jakis tuman wcisnie reset i sie skonczy dzien dziecka.

A dzisiaj wypadalo by siasc do Agile…

Poniewaz juz blizej niz dalej do naszego wyjazdu to postanowilismy jakos jutro wyslac paczke z wiekszoscia badziewia. No bo nie oszukujmy sie, wiele to nam juz nie potrzeba tutaj.

W tym miejscu specjalne podziekowania dla Marty za pozyczenie wagi dzieki ktorej bedziemy wiedzieli ile wazy paczka oraz mamy szanse zmiescic sie w 15 kg bagazu rejestrowanego w przyszlosci ;)

Za wage Marta dostanie nasz mega czajnik z Tesco, ktory z milosci przekazemy w dobre rece ;)

We srode po Agile Marta obiecala ze pojedziemy na dawno obiecana wycieczke do toys’r’us :D yay!

W mieszkaniu nadal zimno, ja okupuje miejscowki przy grzenikach ;) Networkow uczylam sie siedzac na poduszkach (z kanapy z saloniku) na podlodze kolo grzejnika.

No i to chyba tyle na chwile obecna, wracam do wkurzania sie na Amazon.co.uk ;)

The end is near :)

Zasadniczo zbliżamy się do końca semestru :)

Zajęć już nie ma, w przyszły poniedziałek zaczyna się sesja. Ostatnio spędzamy urocze godziny na walce z projektem z Secure E-commerce. Jeszcze zostało w sumie tylko napisanie security reporta.

Poza tym spędzanie czasu w labach ma swoje uroki :] Jest ciepło i szybkie łącze za darmo ;)

Szczególnie to ciepło nas przyciąga. W domu jest kostnica. Grzejniczek w sypialni chodzi non stop ale to daje w efekcie tylko tyle, że nie zamarzamy w nocy. Grzejnik w saloniku jest mocniejszy ale on jest z tych, których nie wolno zostawiać włączonych jak w domu nikogo nie ma cały dzień. Pomijam fakt, że grzanie nim cały dzień zjada ponad 5 funtów :/

Staramy się nie myśleć o tym co będzie jak nam legitki stracą ważność 18 grudnia i będziemy zmuszeni spędzać więcej czasu w domu….

Plan na jutro - skończyć Projekt i do domu bo wypadało by się zacząć uczyć. Aczkolwiek podobno zdanie egzaminu nie jest tutaj wymagane do zaliczenia przedmiotu.

Przedmiot zalicza się od 30% a z większości przedmiotów rozkład wygląda tak: 40% końcowej oceny to coursework a 60% to egzamin.

W ogóle strasznie łatwo tutaj skończyć studia… Po pierwszym semestrze pierwszego roku nie ma tutaj egzaminów. Ocena do dyplomu liczy się tylko z 3 i 4 roku. Już nie mówię o stopniu Magistra, który jak pokazuje przykład naszych Hindusów z teamu, zdobyć może każdy, nawet osoba która nie odróżnia klasy od zmiennej…

A jak sobie przypomnę nasz pierwszy rok na PK… Analiza, algebra i koszmarkowe laboratoria z fizyki (aczkolwiek naukę do zdawania sprawozdań wspominam mile :D)… No i w semestrze  jest zdecydowanie więcej przedmiotów niż cztery…

Wracając do życia w Dundee : tutaj Christmas trwa od dłuższego czasu… Promocje w sklepach, ozdoby choinkowe i lampki wszędzie :) Niedługo czas kupowania prezentów - uwielbiam ^^

Kontaktowałam się wczoraj z naszą Agencją, bo zepsuły się nam drzwi… i mieliśmy problemy z wychodzeniem z mieszkania (od strony korytarza otwierały się dobrze ale od środka… groziła nam opcja wychodzenia oknem co przy tej konstrukcji okien graniczy z cudem :P). Dzisiaj o 8:30 przyszedł pan Złota Rączka i zamek naprawił :D A płaci agencja :D

I to chyba tyle co miałam do napisania… tęskni mi się za Krakowem. Ale już niedługo wracamy :)

Nieogar pomniejszony.

Bardzo dziękuję za maila wyjaśniającego dlaczego nasze dokumenty były niewystarczające. Szkoda, że nie przyszedł z Biura.

Gdyby od razu było jasno napisane w pierwszym mailu, że dokumenty wymagają uzupełnienia ze względów administracyjnych aby zapobiec problemom prawnym to poprzedniej notki by prawdopodobnie nie było a ja nie miałabym stanu przedzawałowego od rana.

Dalej nie rozumiem, dlaczego mail z Sekcji Erasmusa nie mógł zawierać tych danych. To byłoby takie proste…  i zamiast zdenerwowania byłabym pełna zrozumienia.

Tak czy inaczej dostałam maila (tym razem z Biura), że nie ma problemu, że umowa jest podpisana przez nas oboje. Co mnie ucieszyło. Co prawda z maila wynikało, że powinnam napisać oświadczenie, że sama sobie nie wystawiam faktur ale powstrzymam się od złośliwości bo naprawdę przydadzą się te pieniążki. Hurra.

Poprzedniej notki nie usunę ponieważ jest ona bardzo dobrym przykładem co się dzieje przy niesprawnej komunikacji i niedopowiedzeniach.

Kocham Sekcję Erasmusa i Politechnikę Krakowską.

Postanowiłam napisać sobie posta w ramach chwili odpoczynku od pisania projektu.

Dostałam dzisiaj maila, który dogłębnie mnie poruszył oraz zafascynował. Otóż pani z mojej ukochanej Sekcji Programu Erasmus wysłała mi maila informując mnie, iż dokument jaki wysłałam razem z podaniem, jest niewystarczający aby można mi było przyznać pieniążki z dofinansowania.

Z całym szacunkiem ale nie rozumiem tej sytuacji.

Oczywiście mogę wysłać skan umowy wynajmu. Ale wtedy zapewne będzie się mi robiło problemy, że jesteśmy tam wpisani razem, ja i Łukasz.

A problem tak naprawdę nie istnieje, co więcej sprawa jest moim zdaniem żenująca. Dlaczego?

Dlatego, że zarówno wszyscy koordynatorzy, panie z sekcji oraz władze wiedzą, że z grantu dostaliśmy śmieszne pieniądze. Kwota, która nie ma szans pokryć nawet połowy czynszu za mieszkanie za miesiąc, o akademiku nie wspominając bo te są tutaj bardzo drogie. Wszyscy powyżej wymienieni dobrze wiedzą, że tak naprawdę utrzymują nas wszystkich rodzice. Dzięki nim udało nam się wyjechać i dzięki ich wsparciu w ogóle decyzja o wyjeździe w ogóle zapadła (gdyż wahaliśmy się biorąc pod uwagę koszty utrzymania i życia versus stypendium).

I właśnie dlatego ja nie rozumiem dlaczego najpierw ustala się zasady, na podstawie których możemy się ubiegać o dofinansowanie. A potem robi się wszystko żebyśmy tych pieniędzy nie dostali. Kolegom nie uznali faktur za bilety lotnicze (bo nie), innym za koszty akademika (bo umowa z akademikiem i potwierdzenie przelewu też jest złe) a mi dowodu wpłaty (i to imiennego).

A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że taki mail przyszedł tylko do mnie. Łukasz nie dostał, że jego dokumenty są nie-halo. A jest to dokładnie to samo podanie i dokładnie taki sam rachunek, tylko wszystko imiennie na Łukasza.

Nie twierdzę, że to źle, że Łukasz nie dostał (bardzo dobrze,  że nie dostał).

Mam wielkiego NIEOGARA.

Jeżeli ktoś zechce mi wytłumaczyć (w ramach wolontariatu lub zwykłej, ludzkiej dobrej woli) to bardzo poproszę. Można do mnie pisać maile oraz dzwonić na +44 7861 602 902 bardzo chętnie porozmawiam z kimś na tyle kompetentnym żeby potrafił mi pomóc ogarnąć tą różnicę.
//Bo na mojego maila z pytaniem OCB odpowiedzi nie dostałam. Może dostanę podczas jutrzejszej przerwy na pracę pomiędzy piciem kawy (KMWTW : pozdro!).

Oczywiście wyślę te cholerne papiery ale uważam, że robienie problemów w tej kwestii jest niepoważne. Nie wiem, czy osoby wydające werdykt w tej kwestii uważają, że chcę je oszukać? To byłoby takie polskie.

Na zakończenie kawałek z Nonsensopedii:

“Studenci wyjeżdżający na wymianę Erasmus dostają równowartość miesięcznego abonamentu internetu, zwykłemu człowiekowi nie wystarczającą na bilet, natomiast studentowi pozwala tyle przeżyć w dalekich krajach oraz odłożyć na czarną godzinę.”

Smutno mi, *****, bardzo.

Piąteczek i koniec week 10…

Nadszedł koniec kolejnego tygodnia więc spieszę z updejtem :)

Szczęśliwie przeprowadziliśmy ostatnią prezentację naszego projektu z Agile. Wyszła zaskakująco dobrze biorąc pod uwagę wczorajszy wieczór ;) Jak widać w poście poniżej wszystkie taski zostały zrobione :)

Z tego przedmiotu mamy mieć próbny egzamin (żeby sie obyć z egzaminowaniem całkowicie na komputerze…) a także dostać więcej pytań próbnych i przykładowych. Pozostaje tylko się nauczyć i zdać :P

Przedmioty, które robimy z 3 rokiem już zakończyliśmy. Z agile i networków mamy jeszcze jakieś powtórki materiału. Myślę, że jest to użyteczne - takie streszczenie, dużo konkretów i jakoś wykład szybciej mija.

Z przedmiotów z 4 roku, czyli z Secure E-commerce należało by się wreszcie zabrać za pisanie projektu … Już mam zrobioną i poskładaną grafikę ;) Jakoś tak ciężko się zabrać za coś w domu a tutaj w labach w szkole jest zazwyczaj tak głośno, że skupić można się tylko odcinając od świata za pomocą słuchawek i własnej muzyki.

Szczerze mówiąc cieszę się, że jeszcze tylko 3 tygodnie do końca. Strasznie chce mi się pojechać do Edynburga, St. Andrews czy Glasgow. Dundee już mi się opatrzyło.

Tu u nas już widać zimę. Zima charakteryzuje się tym, że nie ma dnia w którym by nie lało :] Nawet jeśli, tak jak dzisiaj, rano było przyzwoicie, powyżej 10 stopni i słońce wyglądnęło na chwilę to i tak po południu zaczyna lać i wiać.

Wczoraj wieczorem wpadła do nas Marta. Okazja była taka, że generalnie w pracy się dowiedzieli, że Marta studiuje full time i nie chcą jej już dać kontraktu. W każdym razie Marta przyprowadziła dwóch kolegów Bolsa Pepperminta, który był fantastyczny i Bolsa Triple Sec, o którym cała nasza trójka chce zapomnieć (mimo, że likier to jezusmaria nigdy tego nie pijcie, szczególnie jak jesteście na świeżym wstręcie do czystej).

To chyba tyle. Dzisiaj planujemy nadrobić zaległości z tygodnia. W kolejce czekają: The Big Bang Theory [3x08], Flashforward [1x09] i oczywiście jeszcze cieplutki BONES [5x08] :) Są jeszcze dwa zalegle SGU [1x07,08] ale coś się nie możemy przemóc ostatnio…

Egzaminy.

Dzisiaj na stronie uczelni pojawiły się egzaminy:

07/12/2009 09:15:00 AC31001 Networks and Data Communications,
09/12/2009 09:15:00 AC31005 Agile Software Engineering,
14/12/2009 14:15:00 AC31002 Object Oriented Analysis and Design,
15/12/2009 09:15:00 AC41006 Secure E-commerce …

Każdy ma trwać 2 godziny i każdy będzie się odbywał na komputerze z tego co zrozumiałam :) Zapowiada się wyjątkowo łatwa sesja. :)