Dziamkowy Pamiętniczek :)
Dramat.

Dzisiejszy dzień sponsorowało słówko “DRAMAT”.

Właściwie wydarzenia dzisiejszego dnia są niejako konsekwencją wczorajszego. Ale wczoraj nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń :D

Zaczęło się niewinnie - przypomniało nam się, że trzeba może zapłacić kolejne ciężkie funty za mieszkanie. A ponieważ w perspektywie gdzieś mamy bonusowe pieniążki od Pana Rektora (i żeby Łukasz też mógł dostać kasę jakaś fakturka musi być na niego) i bonusowo i tak mieliśmy oddać podpisane inventory (spis wszelkiego dobra w domu, większych zniszczeń jakie były zanim przyjechaliśmy, żeby nie było, że to my lataliśmy po mieszkaniu i czerpali dziką radość z robienia dziur w ścianach) postanowiłam zadzwonić do AlbionLet’u.

Chciałam umówić się, że podejdziemy do nich wtorek/środa ale miły pan zaproponował, że sam do nas dzisiaj podjedzie. Zajęcia kończyliśmy o 17:00, pan miał byc miedzy 17:30 a 18:00 a ja na 18:25 miałam na Stepik. Niby lajcik.

Tylko pan przyszedł tak, że musiałam na chwilę odstawić robienie obiadu i w efekcie nie wyrobiłam się żeby wyjść punkt 18. Pędziłam jak głupia do ISE tylko po to żeby się dowiedzieć, że dzisiaj wpuszczali na sale bez sprawdzania z listą i ktoś mi się wbił na moje miejsce. A ponieważ byłam spóźniona to zajęć przerwać nie można było i właściwie byłam zmuszona wracać do domu.

Ale wcześniej chciałam zabookować sobie step na dzisiaj. Miejsc nie było. Więc popełniłam straszny błąd i zapisałam się na wellbeing. Ale nie uprzedzajmy faktów :D

Wróciłam więc do domu. <tu zaczyna się marudzenie>

W nocy nie mogłam usnąć.

Budzik zadzwonił o 7:00 a ja czułam się jakbym spała 2 godziny. DRAMAT.

W pokoju zimno. Na polu zimno.

Na zajęciach myślałam, że zasnę. Po wykładzie z Agile wypiłam co prawda Relentlessa ale niewiele mi to dało. DRAMAT.

Po wykładzie z Networksów mieliśmy ambitny pan szybkiego zrobienia laborków i pójścia do domu. Ale nie. John zafundował nam zamiast 2 godzin laborków 1,5 godziny wykładu. DRAMAT.

Po powrocie do domu i po obiedzie postanowiłam się przespać zanim pójdę na ten cały Wellbeing. Dobrze, że Łukasz opracował technikę “wstawania mnie” z łózka. Polega to na tym, że jak mówię “jeszcze 5 minut” to Łukasz siada na łóżku i dokucza mi ( :) ) dopóki się nie rozbudzę. No nic wstałam. DRAMAT.

Wellbeing okazał się zwieńczeniem dramatu dnia dzisiejszego. Po opisie na stronie myślałam, że to taki delikatny aerobik. Okazało się, że znalazłam się na jakimś WFie dla paralityków (oczywiście no offence).

Na sali oprócz mnie i dwóch podobnie jak ja zagubionych dziewczyn, znajdowało się kilku starszych panów, pań i kilka pokaźnych dziewcząt.

Zajęcia polegały na truchtaniu po sali i zatrzymywaniu się przy “stoiskach” z matami, gumami, stepami i ławeczką i robieniu ćwiczeń jak na obrazkach wydrukowanych i zalaminowanych obok.

Pomijam fakt, że czułam się kretyńsko przez całą godzinę. Pomijam fakt, że na tej dużej sali nie było słychać pani prowadzącej. W sumie mogło by jej tam nie być. Nawet nie pokazała tym ludziom jak poprawnie robić te ćwiczenia (i oni tak się męczyli pokrzywieni z tymi gumami - przecież tak można sobie więcej krzywdy zrobić niż dobrego).

DRAMAT.

Nie mam siły - idę spać.

A tak na marginesie - jedyną naprawdę dobrą rzeczą dzisiaj był nowy odcinek The Big Bang Theory :)