W końcu Marcik zabrał nas do toysów :) Było fajnie, gdybym była bogata wykupiłabym wszystkie klocki lego i puzzle :D i Hello Kitty ;)
Poniższe fotki upamiętniają grę Marty i Łukasza w Lego Batmana :) I są specjalnie dedykowane dla Cioci Madzi, która poskarżyła się Mamikowi, że na blogu nie ma Łukasza :) Już jest. Chwalę się także moją nową bluzą ;)
Z ciekawszych rzeczy: jesteśmy już na półmetku sesji :)
Wczoraj napisaliśmy egzamin z Agile’a. Nie było źle.
Egzamin był pisany na komputerach. Co prawda system egzaminacyjny był kiepskawy natomiast sam fakt udzielania odpowiedzi za pomocą klawiatury był ciekawy i nawet wygodny.
Oczywiście Marta sobie niechcący wyłączyła egzamin, Łukasz prawie też. Ja o dziwo niczego nie zepsułam i ciągle nie mogę wyjść z szoku. :P
Kolejny egzamin już w poniedziałek.
Wczorajszy wieczór spędziliśmy w towarzystwie Marty próbując Whisky. Nie smakuje mi. Wiedziałam to już od dawna ale chciałam spróbować się przekonać pijąc szkocką w Szkocji (wiem, że Młody i Przybyś będą próbowali mnie jeszcze przekonać ale nie, nie lubię…).
Dzień dzisiejszy obył się przygód. Obudził nas dzwonek. Okazało się, że to pan listonosz (nie wiem po co dzwonił jak ma do 12 guzik “service” na domofonie a poza tym drzwi i tak są zepsute - podejrzewamy sąsiada od wynoszenia i wnoszenia swojego kontenerka na śmieci gdyż jego działalność nasiliła się ostatnio i rozszerzyła o dodatkowe pojemniki). Miałam nadzieję, że to pan kurier z Tesco Direct z moją zabawką… no ale on ma jeszcze 1,5 godziny :).
Spakowaliśmy paczkę do domu. Jutro pewnie wyślemy.
Podczas wyprawy do spożywczaka (tego “u góry”) zaczepił mnie jakiś młody fan Dżisusa. Stał na przystanku 22jki więc myślałam, że mnie o czas zapyta czy coś. Ale on był bardziej zainteresowany czy ma dla mnie znaczenie to, że Jezus Chrystus zbudował swój kościół na skale piotrowej. I mimo, że najwidoczniej go rozczarowałam, to grzecznie podziękował. Miły facet.
Fakt wielkiego napływu ludzi z Indii i okolic sprawił, że w Szkocji prędzej kupisz ciapaskie jedzenie niż europejskie. Pomijam fast foody gdzie nawet pizza jest jedzeniem orientalno-ciapaskim (i wywołuje takie same efekty co za dużo curry). Chciałam dzisiaj kupić zwykły sos. Słodko-kwaśny na przykład. Kupiłam. Ale 10 minut zajęło mi wygrzebanie go z końca półki bo był schowany za sosami, z których każdy miał curry w składzie. Lubię curry ale nie codziennie.
Powinniśmy się dzisiaj uczyć ale nam się nie chce. Jutro trzeba będzie siąść.
Wczoraj byłam jeszcze bo jeden dokument w Erasmusie tutejszym. Ja nie rozumiem dlaczego tutaj się da wszystko załatwić, pójdą człowiekowi na rękę a jak się zapyta to jeszcze znają odpowiedź. A u nas nie. No i biuro jest otwarte do 17.
I to chyba tyle.